odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Ważą się losy energetyki odnawialnej

wnp.pl (Ireneusz Chojnacki) - 18-05-2012
fot. Fotolia
Obecny system wsparcia energetyki odnawialnej wydaje się być raczej pochodną grupowych interesów, a nie procesu zmiany energetyki. Kurs na rozwój energetyki prosumenckiej jest właściwy, ale widać niemoc rządzących we wdrażaniu takich rozwiązań. Rozwój oze nie powinien być realizowany wyłącznie pod dyktando zobowiązań międzynarodowych, bo właściwie ustawiona branża to wymierne korzyści gospodarcze – wynika z opinii sektora oze przedstawionych podczas panelu „ Energia ze źródeł odnawialnych – nowe perspektywy, nowe warunki”, który został zorganizowany podczas IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
- Mam trochę smutne odczucia po dwóch i pół dniach obecności w Katowicach, bo podczas wszystkich paneli dotyczących energetyki mamy przedstawicieli rządu, Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i dyskutujemy bardzo poważnie o energetyce, a na panelu dotyczącym energii z oze nie możemy podyskutować z przedstawicielami rządu i parlamentu – powiedział Maciej Stryjecki, prezes Fundacji na Rzecz Energetyki Zrównoważonej.



Można przypuszczać, że to był wyraz rozczarowania, bo w panelu miał wziąć udział Mieczysław Kasprzak, sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki, ale nie był obecny, a debata chociaż zaczynała się z samego rana trzeciego dnia Kongresu to zgromadziła liczną publiczność. Goście Kongresu dobrze czuli wagę spotkania, bo faktycznie, jak podkreślał prowadzący dyskusję Michał Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej, to od teraz podejmowanych decyzji będzie zależało, czy i w jakim stopniu przyszły miks energetyczny Polski będzie oparty o oze, które jego zdaniem po prostu zwiększają bezpieczeństwo energetyczne.



- Wierzymy, że w Polsce jest szansa na to, aby dość szybko osiągnąć efekt docelowy, czyli odpowiedni udział energii odnawialnej w miksie na rok 2020 poprzez inwestycje w farmy wiatrowe morskie. Zarazem jesteśmy realistami, bo pracujemy nad tym projektem od prawie trzech lat i jest to budowanie od początku, bo najpierw trzeba było zmienić ustawę o obszarach morskich. W poprzednim stanie prawnym nikt o zdrowych zmysłach nie wyłożyłby złotówki na morskie farmy wiatrowe nie mając pewności, czy będzie miał prawo do ich posadowienia na dłużej niż 10 lat – mówił Marek Durski, wiceprezes zarządu Polenergii z grupy Kulczyk Investments, który ocenił, że Polskę stać już na rozwijanie skądinąd drogiej morskiej energetyki wiatrowej.



OZE w Polsce nigdy nie miały łatwo ze względu m.in. na niedoinwestowanie sieci energetycznych, co zwane jest barierą przyłączeniową. Durski poinformował, że grupa złożyła wniosek o wydanie warunków przyłączenia morskich farm wiatrowych i ocenił, że przed 2020 rokiem jest w systemie elektroenergetycznym miejsce dla co najmniej dwóch morskich farm wiatrowych, ale jak powiedział, niedługo dowiemy się wszyscy, czy to zdanie podzieli operator.



- Nie czarujmy się, nie twórzmy złudzenia, że morska energetyka wiatrowa to jest jakiekolwiek rozwiązanie w perspektywie roku 2020, a to co uwiera w dyskusjach to jest to, że zatrzymujemy się na perspektywie 2020 roku. Jak wynika z analiz, które prowadzi między innymi moja fundacja, dotyczących energy mix na rok 2030, zapotrzebowania na moce i możliwości wypełnienia tego zapotrzebowania, to do roku 2020 wielkich problemów z tym mieć nie będziemy. Niedobór mocy, który najprawdopodobniej będzie w latach 2014-2016 to poziom 0,7 -0,8 GW i jest łatwy do zniwelowania natomiast dramat zaczyna się po roku 2021- 2022, kiedy brak mocy będzie rósł piramidalnie - od 1,4 GW w 2023 do 7,1 GW w 2028. Problemem, w którego rozwiązanie wpisuje się morska energetyka wiatrowa jest perspektywa lat 2020- 2030. Pierwsze morskie farmy wiatrowe mają szanse być realizowane od roku 2018 do 2025 – oceniał Maciej Stryjecki, wskazując, że po 2020 możliwości lokowania wiatraków na lądzie będą coraz mniejsze.



Uczestnicy debaty, która toczyła się w okresie ważnych dla branży zmian, bo to czas dyskusji nad projektem ustawy OZE, a od jej kształtu zależy jakie rodzaje oze i w jaki sposób mają być wspierane, zastanawiali się też jaka powinna być filozofia systemu wsparci oze w Polsce.



- Trochę mechanicznie i krótkowzrocznie podchodzimy do systemu wsparcia oze, jakbyśmy chcieli coś siekierą wyrąbać, a nie widzimy procesu, który jest procesem obiektywnym. Wydaje mi się, że do tej pory filozofia wsparcia była pochodną interesów dużych grup energetycznych i była też pochodną interesów innego dużego środowiska, środowiska rolniczego i wydaje mi się, że to nie jest dobra filozofia rozwijania energetyki odnawialnej. W efekcie takiego podejścia mamy na rynku biodiesel, który za kilka lat w ogóle nie będzie mógł być stosowany z uwagi na kryteria zrównoważoności środowiskowej. Nie poprawiliśmy efektywności bioetanolu, co też nas prowadzi do tego samego punktu i nadmiernie, trochę bezmyślnie wykorzystywaliśmy biomasę licząc na krótkookresowe korzyści. Tak naprawdę to żadnej filozofii nie było w tym podejściu – ocenił Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.



Prezes Wiśniewski ocenił ponadto, że mamy za dużo biomasy w miksie energetycznym i że planując rozwój oze trzeba po prostu patrzeć na zasoby kraju i w sposób zrównoważony je wykorzystywać z uwzględnieniem ograniczeń takich jak ograniczenia sieciowe. Wskazał także na niekonsekwencje władz, bo przypomniał, że ponoć przeszkodą w wydawaniu pozwoleń na morskie farmy wiatrowe są złoża gazu łupkowego, ale zarazem dostęp do złóż tego gazu to nie jest problem w przypadku wskazywania lokalizacji elektrowni jądrowej.



- Jeśli chodzi o praktyczny wymiar energetyki prosumenckiej to my szukamy rozwiązań i obserwując oficjalne, czy nieoficjalne projekty ustawy widzę pewną ewolucję i widzę tam też pewną niemoc zmierzenia się z tym problemem, bo w wersji grudniowej była rzeczywiście koncepcja prosumenta (…) A druga idea, która jest w tej chwili na stole Ministerstwa Gospodarki to jest właściwie czysty system stałych taryf dla mirkoinstalacji. Jeżeli jest to system stałych taryf to zakłada się, że to jest głównie sprzedaż do sieci (…) Wchodzimy na pustynię, bo żeby dobrze działał system prosumencki to musimy mieć dynamiczne taryfy, a my tego kompletnie nie mamy. Myślę, że jeśli chodzi o mikrosieci i inteligentne sieci to poza pilotażowymi obszarami one będą wszędzie, w Pernambuco, na Machu Picchu, a u nas pewnie jeszcze nie będzie, bo taki kraj, taki system, taka energetyka – mówił Wiśniewski.



Zagraniczni goście debaty udowadniali jak łatwo przespać właściwy moment do rozwoju oze, oddając palmę pierwszeństwa innym wraz z miejscami pracy, ale pokazywali też jak szukać synergii między bardzo różnymi na pierwszy rzut oka sektorami.



- Jednym z wyzwań jest takie, że jesteśmy stosunkowo małym krajem i mamy mało miejsca na elektrownie wiatrowe, na biomasę i na technologie typu CCS, ale jest też problem z percepcja publiczną. Mamy Morze Północne, ale nasz rząd zdecydował, że będą czekać i nie będą inwestować w elektrownie morskie, bo technologia nadal jest zbyt droga. Sądzę, że to ogromny błąd ponieważ nie powinno się patrzeć tylko na nasze cele dotyczące energii odnawialnej, ale też na inne cele, które można osiągnąć. - na przykład w Niemczech stworzono więcej niż 100 tys. miejsc pracy w sektorze energii słonecznej. W Holandii moglibyśmy być bardzo silni jeśli chodzi o technologie farm morskich (…) Przegraliśmy wojnę o elektrownie wiatrowe morskie. Wygrała ją Dania i inne kraje skandynawskie. Myślę, że nie tylko ważne jest to żeby patrzeć na środowisko, ale należy tez spojrzeć jaki wpływ technologie oze będą miały na PKB – oceniał Jorg Gigler z DNV Kema.



Jorg Gigler poinformował przy tym, że jedną z dróg, którą pójdzie Holandia będzie wykorzystywanie odpadów biomasowych do produkcji metanu i włączanie go do sieci gazowej, a więc łączenie potencjału rolniczego z przemysłem gazowym.



- Myślę, że istnieje wciąż duży potencjał jeśli chodzi o wykorzystanie wiatru. Mamy w Polsce około 2000 MW na wiatr i około 7000 MW jest realistyczną perspektywą. Musimy znaleźć sposób, aby rozwiązać temat przyłączania do sieci i jednocześnie by proponować najlepsze projekty w tym obszarze (…) Jeśli chodzi o morskie farmy wiatrowe to obecnie wolelibyśmy wspierać raczej lądowe i podtrzymywać taryfy w tym kierunku (….) Energia solarna to nie jest dla Polski specjalnie oszczędna technologia. Myślę, że raczej południe Europy powinno myśleć poważnie o tego rodzaju technologii – oceniał Robert Zadora, wiceprezes zarządu GDF Suez Energia Polska.



Na przykładzie energetyki wiatrowej widać jednak jak wielkie zamieszanie wprowadził na rynku projekt ustawy o oze i wydaje się, że do momentu uchwalenia tej ustawy przedsiębiorcy mogą odkładać decyzje inwestycyjne.



- Zaniepokoił nas bardzo projekt ustawy o oze z grudnia 2011 roku zupełnie zmieniając warunki inwestowania w Polsce.(…) Zaproponowane w grudniowym projekcie ustawy o oze współczynniki korekcyjne, ustalanie tych współczynników co trzy lata na pięć lat, w żaden sposób nie pozwalają podjąć decyzji biznesowych, inwestycyjnych wieloletnich . Każda farma rzędu 40 MW to jest koszt kilkuset milionów złotych. W związku z tym pozyskanie finansowania na takie inwestycje zupełnie stanęło. I tak naprawdę od grudnia na rynku jest zastój. Realizowane są wyłącznie projekty, w sprawie których decyzje zostały podjęte przed publikacją projektu ustawy – mówił Robert Macias, członek zarządu RWE Renewables Polska



Robert Macias podkreślał, że projekt ustawy o oze z grudnia 2011 kompletnie wywracał filozofię systemu wsparcia, co oczywiście spowodowało, że koncern zaczął bacznie obserwować i monitorować co się dzieje z projektem ustawy o OZE. Wyraźnie dał do zrozumienia, że kolejne inwestycje zależą od przyszłych rozwiązań.



- Cieszy nas to, że ministerstwo (gospodarki –red.) przynajmniej werbalnie deklaruje, że nasze uwagi zostały uwzględnione, ale czekamy na ostateczny kształt ustawy i zobaczymy, czy bazując na propozycjach zawartych w tej ustawie będzie można podejmować wieloletnie decyzje inwestycyjne i budować strategie firmy. Energetyka wiatrowa jest technologią, która jest sprawdzona, która w wielu krajach spełnia swoją rolę i tak naprawdę do 2020 roku energetyka wiatrowa lądowa to źródło energii, które pozwoli nam na stabilny przyrost mocy w systemie – ocenił Robert Macias.



Marek Durski podkreślał, że to czego wszyscy szukają w biznesie oze to jest pewność zwrotu z zainwestowanego kapitału, bo mamy do czynienia z projektami, które bez wsparcia przez kilka jeśli nie kilkanaście lat nie będą w stanie konkurować z konwencjonalnymi źródłami.



- Jeśli wierzyć temu co jest deklarowane przez ministerstwo po zmasowanej krytyce projektu grudniowego przez cały sektor, jeśli będzie to co jest obiecywane to wydaje mi się, że kierunek będzie dobry – ocenił Marek Durski.



Ale już prezes Grzegorz Wiśniewski stwierdził, że wydaje mu się, że inwestorzy dają się podpuszczać w dyskusji o współczynnikach korekcyjnych i opłatach zastępczych, bo jak wyjaśniał w rzeczywistości sytuacja zależy od tego, czy rozwiążemy problem nadpodaży świadectw pochodzenia energii. Ocenił, że system certyfikatów tak się zdegenerował i wypaczył, na tyle przestał być przewidywalny, że może stać się problemem dla wszystkich.



- Widać nawet po tej dyskusji, po tym co się dzieje podczas Kongresu, że branża oze cały czas nie jest partnerem rządu w dyskusji o polskiej energetyce. Ja już nie mówię o energetyce odnawialnej, ale w ogóle o energetyce. I to jest trochę smutne, bo staramy się - kolega Wiśniewski od dobrych kilkunastu lat, a my wszyscy w ostatnich kilku latach też - zapewnić możliwość porozumienia z rządem. Jeżeli teraz nie wykorzystamy szansy w dyskusji nad ustawą o oze to już nigdy tej okazji mieć nie będziemy. Powinniśmy przygotować to czego nie jest w stanie przygotować rząd i to co wiemy, że jest największą słabością w pracach nad ta ustawą , a więc przede wszystkim rzetelne, broniące się transparentne wyliczenia dotyczące kosztów, potrzeb i możliwości OZE – mówił Maciej Stryjecki.