odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Przeregulowanie sektora bankowego może być zabójcze

wnp.pl (Katarzyna Walterska) - 22-05-2012
Fot. PTWP (Andrzej Wawok)
Nie należy przesadzać z unijnymi regulacjami sektora bankowego. To co może być lekarstwem w niektórych europejskich krajach, w Polsce może okazać się zabójcze. Dopiero za kilka lat okaże się, jak te regulacje będą służyć krajowi, w którym sektor bankowy był stabilny, nieźle zarządzany, nadzorowany czy też staniemy się ofiarą pokryzysowego szoku regulacyjnego.
Takie wnioski płyną z panelu „Sektor bankowy w Unii Europejskiej” który został zorganizowany w ramach IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.



Podczas panelu uczestnicy zastanawiali się nad sensem wprowadzania dyrektywy CRD IV i przepisów tzw. Bazylei III we wszystkich krajach UE w takim samym stopniu. Wojciech Kwaśniak, zastępca przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego podkreślił, że od początku kryzys w UE jest rozwiązywany przez polityków i jedynie metodami politycznymi a nie przez nadzorców rynku finansowego. Ich opinia jest uwzględniana tylko w małej części.



- Zamierza się tworzyć grupy płynnościowe po to, aby zasysać nie tylko wartość kapitału ale i płynność z rynków takich jak Polska, Czechy. W polskim sektorze bankowym 57 proc aktywów i 54 proc. depozytów kontrolowanych przez duże grupy bankowe z UE. W tym momencie pojawia się pytanie dotyczące wartości, która ma wzmocnić te grupy. Pojawia się też kwestia efektywnego nadzoru nad bankami zależnymi i ostatecznie będzie problem ryzyk systemowych związanych z możliwym transferem niestabilności na takie właśnie rynki jak polski i czeski, których systemy bankowe wykazują znacznie większą odporność na kryzys, a które potencjalnie mogą być zdestabilizowane przez takie podejście czego efektem będą wyższe skutki fiskalne dla podatników - ostrzegał Wojciech Kwaśniak.



Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich podkreślił, że już w momencie dyskusji nad unijnymi regulacjami pojawiały się głosy polskiego środowiska bankowego ostrzegające przez przeregulowanie dobrze funkcjonującego sektora.



- Polski sektor bankowy podlega i tak wewnętrznym restrykcyjnym regulacjom ale podczas prac nad nimi z regulatorem udało się znaleźć kompromis. Teraz przy okazji debaty unijnej na ten temat podkreślaliśmy ryzyko dla małych i średnich przedsiębiorstw - mówił Pietraszkiewicz.



Dodał, że o sektorze bankowym nie można mówić nie patrząc na realia poszczególnych gospodarek w UE. - Nie ma bowiem stabilnego państwa przy niestabilnych bankach i nie ma stabilnych banków w państwach, które są zagrożone niewypłacalnością czy upadkiem -dodał prezes ZBP. Jego zdaniem wychodzenie z kryzysu będzie polegało nie tylko na uzdrawianiu sektora bankowego ale i fiskalnego krajów. - Nie zazdroszczę liderom politycznym poszczególnych krajów dlatego, że ta układanka jest bardzo trudna.



Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK uważa, że regulacje są potrzebne ponieważ 4 lata po pierwszej fali kryzysu wielkość aktywów i kredytów w bankach europejskich jest na podobnym poziomie co przed kryzysem. - Oznacza to, że ani Unia Europejska ani Europa Zachodnia nie zrobiły nic. Gospodarka potrzebuje kredytowania, ale czy jest jakiś poziom którego nie powinna przekraczać? Oczywiście, że jest taka bariera – mówił prezes Morawiecki. - Obecna faza kryzysu pokazuje, że rozdzielenie zadłużenia prywatnego od państwowego jest wątpliwe.



Małgorzata Kołakowska, prezes ING Banku Śląskiego uważa, że absolutnie niezbędne jest stworzenie jednolitych zasad dla instytucji finansowych w danym kraju, tak żeby nie było arbitrażu np. depozytowego. - Wiele z proponowanych przez UE regulacji będzie wdrażanych do 2019 roku i de facto polskie banki już je spełniają. U nas baza kapitałowa była budowana przez lata. To co będzie wyzwaniem w przyszłości to finansowanie w walutach innych niż złoty, dlatego że dostęp polskich instytucji do finasowania w euro i dolarach jest ograniczony. A co za tym idzie koszty tego finasowania są znacznie wyższe - dodała.



- Nie powinniśmy powtarzać tych samych błędów po raz kolejny i przygotowywać nie do końca dopracowane europejskie rozwiązania, jeśli nie jesteśmy pewni, jak mamy zamiar zapłacić za błędy, kiedy znowu przyjdą trudne czasy. W Czechach wyciągnęliśmy już wniosek z kryzysu a mianowicie, że bardzo niebezpieczne jest tworzenie paneuropejskich projektów jeśli nie mamy funkcjonującej federacji a tworzymy coś co wygląda jak niedokończony projekt. W kolejnych trudnych czasach wpakujemy się w kolejne problemy- mówił Mojmír Hampl, wiceprezes Narodowego Banku Czech.



Jak podkreślił, regulatorzy wprowadzają cztery rodzaje różnych nowych przepisów m.in. podatek bankowy, dyrektywę CRD IV, nie analizując skumulowanego efektu wszystkich działań. - Wydaje mi się, że zapłacimy za to wysoką cenę a może już teraz ją płacimy, dlatego uważam, że powinniśmy wychodzić poza te regulacje. Myślenie programowe zabija ekonomikę sektora finansowego - dodał.



Zdaniem wiceprezesa sytuacja w sektorze finansowym w krajach Unii Europejskiej jest różna. Są banki, które nie mają problemów z płynnością, jak w naszym przypadku gdzie banki nie wiedzą co robić z pieniędzmi oraz kraje, w których jest zupełnie odwrotnie - powiedział.



Rodzi się pytaniem, czy przy tych wszystkich różnicach powinniśmy egzekwować ściśle jednolite regulacje dla całej Unii. Ja ma co do tego bardzo duże wątpliwości - dodał.



Jerzy Pruski, doradca Prezydenta RP, prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego również uważa, że przy wprowadzaniu dodatkowych regulacji trzeba zachować ostrożność. Podkreślił, że spotkał się z wieloma negatywnymi opiniami dotyczącymi dyrektywy CDR IV. - Sadzę, że należy zachować dystans i ostrożność. Zwracam uwagę, że nie należy przeceniać regulacji i nie należy być nadmiernie ambitnym.



Zdaniem Krzysztofa Rozena, partnera z firmy doradcza KPMG nadal mamy banki zbyt duże by doprowadzić do ich upadku i ten temat jest w pomijany w dyskusjach o regulacji unijnych. – Banki są coraz większe nie tylko w USA ale i w Europie, ale o tym się nie mówi. Może należałoby zastanowić nie nad super regulacją i wprowadzaniem następnych przepisów doprowadzając do tego, że będą to instytucje przeregulowane i trudno im będzie działać a koszty ich działalności przerzucane będą na gospodarkę. Może należałoby podzielić banki i znowu wrócić do takiego systemu gdzie zamiast 4 największych banków w Ameryce, które mają ponad 50 proc. aktywów do PKB powinno być ich 500 i wtedy, gdy jeden bank będzie źle zarządzany to rynek to zweryfikuje a jego upadłość nie będzie stanowiła zagrożenia systemowego – powiedział Krzysztof Rozen.



Małgorzata Zaleska, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego zwróciła uwagę na problem akcji kredytowej, której przy nowych regulacjach nie da się uniknąć. - Zahamowanie akcji kredytowej nie byłoby dobre także z punktu widzenia przedsiębiorstw ale i z punktu widzenia rozwoju naszej gospodarki. Każde wprowadzenie dodatkowych wymogów powoduje, że akcja kredytowa jest zmniejszana - dodała.



Jarosław Myjak, wiceprezes PKO Bank Polski spojrzał na problem regulacji z punktu widzenia bankowości korporacyjnej. - Wydaje mi się, że bankowcy korporacyjni w Europie czy to starej czy nowej patrzą na dwa wymiary. Jeden z nich to regionalna perspektywa stabilnego wzrostu i bezpiecznego akcji kredytowej. A z drugiej strony patrzą na wymiar kondycji finansowej swojego przedsiębiorstwa czyli banku. I tak gdyby na to spojrzeć to na pewno bankowcy korporacyjni rozważając akcję kredytową w starej Europie czują kryzys egzystencjalny, który dotyka nie tylko banki ale i ich klientów to ma natychmiastowe przełożenie na wzrost. Makroekonomicznie rzecz biorąc sprawa jest bardzo nierówna ponieważ recesja w Europie Zachodniej dostrzegana jest w niektórych sektorach. Nie wszystkie sektory ucierpiały tak samo. Mówi się jednak o możliwości perspektywy kilku lat stagnacji – powiedział wiceprezes Myjak.