odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Polityka klimatyczna UE korzystna dla Polski

wnp.pl (Dariusz Ciepiela) - 21-05-2012
Fot. Fotolia
Rozwój niskoemisyjnej gospodarki może przynieść także korzyści dla Polski, dzięki niej będziemy zużywali mniej energii i będziemy żyli w czystszym środowisku - argumentowali uczestnicy panelu "Polityka klimatyczna Unii Europejskiej - wyzwania dla gospodarki" podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
- Polityka klimatyczna to nie jest krok nierozważny ani samobójstwo ze strony Komisji Europejskiej. Dla znacznej części państw UE polityka klimatyczna jest korzystna - ocenia Andrzej Kraszewski, minister środowiska w latach 2010-2011, kierownik zakładu na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej.



Zauważył przy tym, że najlepiej środowisko chronią kraje bogate.



Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w latach 1997-2001 podkreśla, że nie można rozwijać gospodarki nieuwzględniając przy tym kosztów ekologicznych.



Zwraca uwagę, że pakiet klimatyczno-energetyczny UE, przyjęty w 2008 r., ma bardzo dobre i korzystne także dla polskiej gospodarki składniki. Pierwszy to ograniczenie energochłonności o 20 proc., co jest racjonalne z punktu gospodarczego i ekologicznego, tu ekonomia idzie razem z ekologią. W ocenie Janusza Steinhoffa, pewnym obciążeniem dla polskiej gospodarki jest wymóg 20 proc. energii z odnawialnych źródeł (OZE), ale można się na to zgodzić.



- Mój sprzeciw dotyczy natomiast tempa poziomu redukcji emisji CO2. Do tej pory nauka nie odpowiedziała jak to w sposób ekonomiczny zrobić. To, że przy każdym nowym bloku energetycznym budujemy instalację CCS nie jest podparte argumentami naukowymi. Do tego dochodzi spadek sprawności elektrowni o ok. 8-10 proc. wskutek pracy instalacji , plus wysokie koszty budowy samej instalacji - Janusz Steinhoff.



Zwraca uwagę, że koszty wdrożenia pakietu są asymetrycznie rozłożone w UE: inaczej w Polsce, gdzie 90 proc. energii jest z węgla, a inaczej we Francji i Danii, gdzie udział węgla jest znacznie mniejszy.



- Opinia publiczna musi wiedzieć, ile to będzie kosztowało wdrożenie polityki energetycznej UE - dodaje Janusz Steinhoff.



Beata Jaczewska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska przekonuje, że nie jest tak, że polityka klimatyczna jest zła, i że Polskie nie znajdzie tam korzyści dla siebie.



- Jak zawetowaliśmy dwa razy zwiększenie celów redukcji emisji CO2 to za trzecim razem weto już nie zadziała, ponieważ partnerzy lepiej się do tego przygotują - prognozuje Beata Jaczewska.



Zwraca uwagę, że trzeba prowadzić rozmowę w oparciu o argumenty pozytywne, nie można tylko negować propozycji składanych przez inne państw i Komisję Europejską.



Przypomina, że Polska proponuje innym krajom UE dyskusję o polityce energetycznej z uwzględnieniem postępu negocjacji globalnych ws. redukcji emisji CO2.



Zbyszek Zaborowski, poseł na Sejm RP z SLD przypomina, że zmian klimatu na świecie nie powstrzymamy bez Chin, Stanów Zjednoczonych, Brazylii i innych ważnych emitentów CO2.



- Zbożne dzieło ochrony środowiska, jakie podjęła się Komisja Europejska i część państw członkowskich,nie jest dziełem realistycznym. Pamiętajmy, że realnym zagrożeniem jest emigracja przemysłu hutniczego, cementowego i innych, niekoniecznie poza Europę, ale za wschodnie granice UE - mówił Zbyszek Zaborowski.



Jego zdaniem, niskoemisyjna gospodarka UE w roku 2050 to fantasmagoria, na którą Polska i kilka innych państw UE nie może sobie pozwolić.



Dariusz Szwed, członek zarządu Zieloni 2004 ocenia, że pakiet 3x20 jest korzystny dla polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa.



- Najważniejszym podmiotem nie powinien być przemysł a obywatele. Konsumenci mogą skorzystać, jeśli pakiet będzie dobrze wdrażany. Działania tego i poprzednich rządów są w tym zakresie złe, rządy nie mają pomysłu na realizację pakietu energetyczno-klimatycznego - przekonuje Dariusz Szwed.



Zwraca uwagę, że z funduszy unijnych, w budżecie na lata 2007-2013, na efektywność energetyczną przeznaczono tylko 1 proc.



Jego zdaniem zastępowanie energetyki węglowej energetyką jądrową to leczenie dżumy cholerą.



- Węgiel powinniśmy stopniowo zastępować efektywnością energetyczną i rozwojem odnawialnych źródeł energii, które pozwolą na stworzenie tzw. zielonych miejsc pracy - zapewnia Dariusz Szwed.



Przekonuje, że nie należy wierzyć pogłoskom, że Chiny nie są zainteresowane nowymi, niskoemisyjnymi technologiami energetycznymi. Zwraca uwagę, że w 2011 r. Chiny wyprodukowały połowę paneli słonecznych na świecie.



Maciej Wiśniewski, prezes zarządu Domu Maklerskiego Consus mówi o strategii przedsiębiorstw na rynku CO2. Jak zapewnia, przedsiębiorstwa emitujące CO2, już dziś mogą sobie zapewnić z kilkuletnim wyprzedzeniem konkretny poziom kosztów związanych z emisją.



- Dziś ceny uprawnień do emisji CO2 są na niskim poziomie, ok. 6-7 euro za tonę CO2. Emitent może wykupić sobie opcję futures na kilka lat do przodu, aby zabezpieczyć się przed możliwymi wzrostami cen CO2 - podpowiada Maciej Wiśniewski.



Problem jednak w tym, że wiele przedsiębiorstw nie posiada kilkuletnich planów swojej emisji CO2.



Obecny niski poziom cen CO2 jest wynikiem ich dużej podaży. Komisja Europejska chce doprowadzić do ok. trzykrotnego wzrostu cen emisji CO2 w nowym okresie rozliczeniowym, który rozpoczyna się w 2013 r.



Bolesław Jankowski, wiceprezes firmy doradczej EnergSys Badania Systemowe ocenia, że Polska jest najbardziej narażona na negatywne skutki polityki klimatycznej spośród krajów UE.



- Potwierdzają to opracowania przedstawione przez Komisje Europejską. Wprawdzie oceny dot. skutków redukcji 80 proc. gazów cieplarnianych zgodnie z Mapą drogową 2050 pokazują jedynie efekty dla całej UE, to pewne informacje dot. skutków dla poszczególnych krajów można znaleźć w opublikowanych analizach oceniających skutki zaostrzenia celu redukcji emisji w roku 2020 z 20 proc. na 30 proc. Z opracowania tego wynika, że w przypadku pełnego wdrożenia Pakietu klimatycznego bezpośrednie koszty dla Polski, mimo zastosowania mechanizmów kompensacyjnych będą ponad dwukrotnie wyższe niż w średnio w grupie biedniejszych krajów UE i prawie dwukrotnie wyższe niż średnio w bogatszych krajach UE - mówi Bolesław Jankowski.



W przypadku zaostrzenia celu redukcji do 30 proc. koszty w Polsce będą nadal wyraźnie wyższe niż średnio w pozostałych krajach. Oceny te przyznają także, że mechanizmy kompensacyjne, jakie miały być zastosowane w celu wyrównywania kosztów okazują się w przypadku Polski zupełnie nieskuteczne.



Jak dodaje, grupę potencjalnych beneficjentów zaostrzenia polityki klimatycznej tworzą: Francja ( rozwój przemysłu jądrowego), Niemcy (rozwój przemysłu energetyki odnawialnej), Wielka Brytania (rozwój usług finansowy) oraz Holandia i Skandynawia (rozwój nowoczesnych urządzeń, przy zachowaniu niskich emisji CO2).



Jiri Jerabek, koordynator Kampanii Klimat i Energia prowadzonej przez Greenpeace w Europie środkowej i wschodniej wskazuje, że trzeba spojrzeć na zewnętrzne koszty funkcjonowania sektora węglowego, jak np. koszty ochrony środowiska, renowacji budynków i infrastruktury uszkodzonej wskutek podziemnej eksploatacji węgla.



Jiri Jerabek podpowiada, że fundusze unijne w większym stopniu trzeba przeznaczać wzrost efektywności energetycznej i rozwój OZE.



- W Czechach wprowadzono szeroki program zwiększenia efektywności energetycznej, dzięki któremu ocieplono ok. 50 tys. budynków. Dzięki temu powstało także wiele miejsc pracy. W Niemczech rozwój sektora OZE doprowadził do powstania blisko 400 tys. miejsc pracy - argumentuje Jiri Jerabek.



Przekonuje, że ceny energii w Niemczech dla dużego przemysłu wskutek polityki się nie zwiększyły, wahania cen są skutkiem ogólnej sytuacji na rynku energii.



Jarosław Zagórowski, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej zwraca uwagę, że pieniądze z kar środowiskowych płaconych przez przedsiębiorstwa trafiają do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz funduszy wojewódzkich. Pieniądze z narodowego i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska przeznaczane są na wsparcie konkretnych inwestycji prośrodowiskowych. Prezes JSW wskazuje, że nie wiadomo co się stanie z pieniędzmi z handlu emisjami CO2.



- Rynek uprawnień do emisji CO2 to fantastyczny rynek do spekulacji. Jak uprawnienia są tanie, to nie będzie się na nich zarabiać, dlatego dąży się do zwiększenia cen uprawnień - wskazuje Jarosław Zagórowski.



Surojit Ghosh, fyrektor Handlu i Nadzoru Korporacyjnego, członek zarządu ArcelorMittal Poland zapewnia, że ArcelorMittal od zawsze wierzy w konkurencyjność Europy.



- Konkurencyjność produkcji stali w UE jest wysoka, w naszej grupie mamy najwięcej aktywów w Europie - informuje Surojit Ghosh.



Jak dodaje, przemysł potrzebuje stabilnego otoczenia prawnego i regulacyjnego. Podkreśla, że zaostrzenie celów redukcji emisji CO2 znacznie pogorszy konkurencyjność UE, która stanie się mniej atrakcyjna dla producentów wyrobów hutniczych.



Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji ocenia, że UE stoi przed wyborem dwóch dróg rozwoju. Pierwsza to rozwój elitarny, kiedy najlepsi będą rozwijać się szybko a reszta ma sobie radzić sama, a jak nie da rady to trudno. Per saldo to będzie korzystne dla całej UE i jej najbogatszych państw, ale oczywiście nie opłaci się to biednym krajom. Udział Polski w unijnym PKB jest niewielki, więc jeśli my się nie będziemy rozwijać to na całą gospodarkę UE wpłynie to w niewielkim stopniu.



- Duże i silne gospodarczo kraje będą się rozwijały ponieważ rozwijają gospodarkę postindustrialną. Taka gospodarka nie potrzebuje emisji, ponieważ nie emituje, więc można tam emisję ograniczyć. W tych krajach zostaje śladowa emisja z banków, firm ubezpieczeniowych i parków technologicznych oferujących najwyższe technologie. Polska ma huty, cementownie, wapienniki, fabryki, które emitują. To nie znaczy, że tam są przestarzałe technologie. Emitowany jest CO2 ponieważ taka jest technologia produkcji stali, cementu czy wapna. Tego bez emisji produkować się nie da. Polityka unijna jest nastawiona na tych, którzy maja gospodarkę postindustrialną, a bardzo mocno uderza w tych, którzy mają gospodarkę industrialną - wskazuje Krzysztof Żmijewski.



W jego ocenie, zamiast takiej polityki można realizować politykę, w której wszyscy by się rozwijali, tyle tylko, że wtedy ci bardzo bogaci rozwijali by się nieco wolniej a my, zamiast się zwijać, rozwijalibyśmy się szybciej. Więc to najbogatszym krajom się nie podoba. Wydaje się, że ten drugi pomysł jest bliższy idei UE i traktatowi o funkcjonowaniu UE, czyli traktatowi lizbońskiemu. Unia chce tylnymi drzwiami zmienić to, co jest zapisane w traktacie lizbońskim.