odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Ocalić od zapomnienia polskie uzdrowiska

propertynews.pl - 31-05-2012
Fot. PTWP
Choć przez lata do polskich uzdrowisk nie napływał kapitał, od jakiegoś czasu - wraz z inwestycjami w infrastrukturę i postępującym procesem prywatyzacji - ich wizerunek się poprawia. Uczestnicy sesji Uzdrowiska w Polsce, odbywającej się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego, zwrócili uwagę na konieczność rozszerzenia oferty sanatoriów, wyjścia poza typowe lecznictwo sanatoryjne, wskazując tym samym pole do popisu dla inwestorów prywatnych.
W Polsce do sprywatyzowania pozostało jeszcze siedem spółek uzdrowiskowych. - Prywatyzacja wydaje się najprostszym sposobem na podniesienie rentowności takich nieruchomości. W innym przypadku obiekty te będą „ubogimi siostrami" prywatnych sanatoriów i hoteli - przestrzegał podczas sesji Uzdrowiska w Polsce Jan Golba, prezes zarządu Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP, burmistrz Muszyny.



W Polsce działa ponad 40 uzdrowisk, podczas gdy w Niemczech ponad 350, Włoszech - 330 i po ponad 100 w Hiszpanii i Francji. W całej Europie 80 proc. zakładów lecznictwa uzdrowiskowego znajduje się w rękach prywatnych, stanowiąc rentowny biznes. Tymczasem w Polsce te proporcje są zupełnie odwrócone.



Przyzwyczajenia i obawy przeszkodą w prywatyzacji



Zdaniem Jana Golby, przyczyną tego, że proces prywatyzacji uzdrowisk postępuje w Polsce wolno, są m.in. przyzwyczajenia i obawy ze strony pracowników, członków związków zawodowych i rządu.



Marcin Chmielewski, prezes zarządu KGHM TFI SA, wskazał też na liczne bariery piętrzące się przed inwestorami, takie jak przerost zatrudnienia, niedoinwestowane obiekty i silne związki zawodowe. Jego zdaniem to problemy nie do przeskoczenia dla mniejszych inwestorów, ale też stanowiące spory hamulec przed kolejnymi akwizycjami dla takich firm jak KGHM TFI. Wspomniał jednak o niezaprzeczalnych walorach polskich uzdrowisk, takich jak ich lokalizacja i zasoby naturalne.



Jan Golba podkreślił jednak, że ośrodki, które pozostały do sprywatyzowania, mają dobrze przygotowaną kadrę, co jest podstawą leczenia uzdrowiskowego i powinny stanowić łakomy kąsek dla inwestorów.



Zdaniem burmistrza, warunki dla inwestorów prywatnych są coraz korzystniejsze. W infrastrukturę zewnętrzną - turystyczną, rekreacyjną i komunalną uzdrowisk zainwestowano w ostatnim czasie ponad miliard zł. Barierę wciąż pozostała ich słaba dostępność komunikacyjna.

W walce o poprawę sytuacji polskich uzdrowisk niebagatelne znaczenie ma też stereotyp dotyczący postrzeganie tego typu lokalizacji i działających na ich terenie obiektów.



- Przez lata wytworzył się wizerunek uzdrowisk jako jednostek państwowych, bo długo nie było ani jednego uzdrowiska prywatnego. Po 1998 roku rozpoczęła się prywatyzacja, ale do 2008 roku była to tzw. prywatyzacja pełzająca, czyli wyprzedawano tylko te uzdrowiska, które nie przynosiły dochodu spółkom uzdrowiskowym Skarbu Państwa - wyjaśnił prezes zarządu Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP.



Jak dodał, państwowe zarządzanie doprowadziło do wypracowania klasycznego modelu lecznictwa uzdrowiskowego. - Kiedyś uzdrowiska były traktowane monofunkcyjnie, jako ośrodki leczenia ludzi starych, schorowanych, ewentualnie dzieci. Nie było w nich miejsca dla średniego pokolenia, nie istniało pojęcie leczenia rodzinnego. Dziś wiele osób o uzdrowiskach nie wie. Powstała przepaść, którą trzeba dziś jakoś zapełnić. Trzeba szukać nowego rynku - podkreślił Jan Golba.



Zdaniem eksperta, tendencja, żeby traktować uzdrowiska wielofunkcyjnie, zarysowała się po raz pierwszy w 2001 roku. - Patrzymy dzisiaj na uzdrowisko bardzo szeroko, nie przez pryzmat spółki, ale przez pryzmat obszaru i wszystkich inwestycji, które są na tym obszarze realizowane - podkreślił burmistrz.



Potrzebne inwestycje



Proces dokapitalizowania majątku uzdrowisk rzeczywiście postępuje. Jednak zdaniem Marcina Kołtuna, prezesa zarządu Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego Ustroń, to dopiero początek drogi. - Prywatyzacja powinna mieć miejsce w najbliższych latach. Obiekty wymagają sporo inwestycji - podkreślił.



Jak dodał, zarządzanie przez prywatne przedsiębiorstwa jest bardziej efektywne. Podkreślił, że najważniejsze jest stworzenie wartości dodanej - dla pacjenta, dla samorządu lokalnego oraz dla Skarbu Państwa i na końcu, oczywiście, dla inwestora.



Marcin Kołtun wskazał również liczne zalety uzdrowisk, takie jak bardzo atrakcyjne położenie i kapitał ludzki, a w odniesieniu do zachodnich uzdrowisk także surowce naturalne (borowiny, solanki, wody lecznicze).



W kwestii jakości kadr uzdrowiskowych z Marcinem Kołtunem nie zgodził się jednak Jan Wróblewski, członek zarządu Zdrojowa Invest. - W Polsce mamy bardzo duże problemy z zasobami ludzkimi; wszystkie obiekty wyższej klasy borykają się z brakiem dobrej jakości kadry, szczególnie najniższego szczebla (...). Tacy pracownicy są nieusuwalni ze względu na członkostwo w związkach zawodowych. W tym względzie jest jeszcze dużo do zrobienia, potrzebne są zmiany mentalne - stwierdził Jan Wróblewski.



Okiem lidera



Liderami w prywatyzacji uzdrowisk są spółki KGHM TFI oraz Uzdrowiska Polskie.



- Potencjał rynku leczenia uzdrowiskowego jest w Polsce ogromny, ponieważ zachodzą nieuchronne zmiany demograficzne w naszym kraju. Dlatego firma, która reprezentuje KGHM, postawiła na ten segment - powiedział Marcin Chmielewski.



Uczestnicy sesji podkreślali, że Europie przybywa ludzi zamożnych, ale też starszych, którzy będą inwestować w swoje zdrowie.

Jak dodał Marcin Chmielewski, KGHM TFI ma cztery uzdrowiska, w które w ostatnich latach zainwestowano 40 mln zł w celu podniesienia atrakcyjności obiektów. - Naszą ofertę chcemy skierować do klienta komercyjnego - nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Łącznie oferujemy 5600 miejsc noclegowych dla pacjentów i osób przyjeżdżających na rehabilitację, co stanowi około 10 proc. rynku - podsumował.



Potrzeby klienta komercyjnego widzi również Jan Wróblewski, który jest za tym, aby pojęcie uzdrowiska zostało rozszerzone o segmenty spa & wellness oraz MICE. Zdaniem innych uczestników sesji taka oferta może znaleźć się w uzdrowisku, ale nie w tym samym obiekcie, w którym świadczy się usługi lecznicze.



- Niektóre nasze sanatoria chcemy „upgradeować", żeby móc przyjmować bardziej wymagającego klienta komercyjnego, choć na pewno nie zamienią się one w luksusowe spa - zapowiedział Marcin Chmielewski. - Będziemy rozwijać segment wellness & spa w obiektach wyższej klasy, należących do naszej spółki giełdowej Interferie, a lecznictwo uzdrowiskowe będzie się skupiać w dotychczas przejętych ośrodkach - dodał Chmielewski.



Walka o kontrakty



Podobnego zdania jest Marcin Kołtun, który podkreślił, że usługi dodatkowe mogą być uzupełnieniem funkcji uzdrowiskowej, ale żaden hotel nie zaoferuje takich świadczeń, jak uzdrowisko.



- Status uzdrowiska nakłada pewnego rodzaju obowiązki na część wiodących przedsiębiorstw, żeby przede wszystkim kłaść nacisk na usługi zdrowotne. Nie mówię tutaj wyłącznie o pobytach sanatoryjnych, które wkrótce zostaną prawdopodobnie skreślone z listy świadczeń dofinansowanych przez Państwo, ale o szeroko rozumianej rehabilitacji - stwierdził Marcin Kołtun. - Moglibyśmy tych świadczeń wykonywać jeszcze więcej, ale pojawia się bariera kontraktów z NFZ. Musimy wspólnie jako uzdrowiska walczyć o podniesienie poziomu finansowania przez Państwo - podkreślił.



Jego zdaniem przedsiębiorstwo uzdrowiskowe może także świadczyć usługi uzupełniające, takie jak welness & spa. W przypadku Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego Ustroń koncentrują się one w jednym z obiektów.



Nie widzi sensu w podpisywaniu umów z klientami z ZUS i NFZ Jan Wróblewski. Jego obiekty są nastawione przede wszystkim na klientów komercyjnych.



- Bardzo trudno jest uzyskać wysokie współczynniki RevPar w obiekcie uzdrowiskowym. Goście uzdrowiskowi, np. z segmentu NFZ, którzy korzystają z obiektów głównie poza sezonem, pozwalają jedynie na pokrycie kosztów stałych, które są bardzo wysokie, choćby ze względu na niewspółmiernie mało pokoi w stosunku do zatrudnienia - powiedział.



Podkreślił też, że w przypadku prywatyzacji obiektów uzdrowiskowych ze względu na ogromne koszty stałe efektywność zainwestowanego kapitału nigdy nie osiągnie zadowalającego wyniku w porównaniu do innych branż czy segmentów rynku.



Rozmówcy zgodzili się podczas sesji, że uzdrowiska powinny dziś być pojmowane jako obszar, a nie wyłącznie jako miejsce prowadzenia leczenia. Na obszarze uzdrowiska może się znaleźć wszystko, co będzie podnosiło jego wartość. - Jesteśmy w uzdrowiskach po to, żeby świadczyć usługi z powodu atrakcyjności miejsca, a nie z uwagi na charakter uzdrowiska - przyznała Kamila Leś-Kałuża, prezes spółki Elbest zarządzającej obiektami hotelowymi na terenie uzdrowisk. - Kiedy nasi goście przyjeżdżają i poznają walory uzdrowiska, około 30 proc. z nich wraca, zabierając ze sobą rodzinę.



Jak dodała, trzeba umieć sprzedawać ofertę uzdrowisk, stosować zachęty dla grup, umieć zaakcentować to, czym te uzdrowiska są atrakcyjne, ponieważ zdarza się, że ludzie przypadkiem dowiadują się, że są w uzdrowisku.



Kamila Leś-Kałuża widzi potencjał do współpracy pomiędzy hotelarzami, którzy będą inwestować wtedy, gdy oferta uzdrowisk będzie atrakcyjna dla nich, a tym samym dla docelowego klienta.



- Polska branża uzdrowiskowa i hotelowa, a także samorządy, powinny się zjednoczyć i wspólnie promować ofertę w naszym kraju i za granicą. Należy stworzyć tzw. zintegrowane produkty turystyczne - postulowała Kamila Leś-Kałuża.



Pomoc z Unii



Uczestnicy sesji podkreślali, że konieczna jest dalsza poprawa jakości infrastruktury uzdrowisk. Marcin Chmielewski upatruje szansy dla uzdrowisk w dotacjach unijnych.



- Uzyskiwanie środków unijnych na rozwój infrastruktury to niewykorzystany przez uzdrowiska kanał - powiedział. Wspomniał, że w woj. dolnośląskim przewidziano 300 mln euro na najbliższe pięć lat na rozwój gmin uzdrowiskowych, głównie na rozwój infrastruktury.



Co jeszcze może wpływać na podniesienie wartości uzdrowiska jako obszaru? Leszek Orpel, burmistrz Jedliny-Zdroju i przewodniczący Komisji ds. rozwoju uzdrowisk Dolnego Śląska przypomniał, że jeszcze kilka lat temu nie wolno było budować hotelu czy restauracji w strefie A uzdrowiska. Jego zdaniem brakuje na tych obszarach takich inwestycji jak np. kasyna. I choć jego zdaniem ustawa o gminach uzdrowiskowych i lecznictwie ma znamiona liberalne, pozostawia jeszcze wiele do życzenia.



Dodał również, że w wielu uzdrowiskach istnieją zasoby wód termalnych, które nie są wydobywane.



- Problem polega na tym, że inwestycja w termy to wydatek rzędu 50 -100 mln zł i małe gminy nie poradzą sobie z takim przedsięwzięciem. Nie dadzą rady także, jeśli chodzi o przyszłą absorpcję środków unijnych - stwierdził Orpel. Wskazał, że warto posłużyć się przykładem innych krajów, gdzie partnerem tego typu inwestycji jest Państwo. Jego zdaniem większym problemem niż kryzys są problemy systemowe, fakt, że polityka państwa względem uzdrowisk jest w dalszym ciągu centralistyczna.



Jednym z rozwiązań byłaby formuła PPP, ale inwestorzy raczej nie widzą w niej szans dla siebie. - Nie widzimy możliwości realizowania inwestycji hotelowych w formie PPP. Nie sądzimy, by inwestor chciał się dzielić zyskami z gminą czy miastem, a dodatkowo brać na siebie ryzyko związane ze zmianą władz. Są to inwestycje zaplanowane na zbyt długi okres, by brać pod uwagę PPP - podsumował Jan Wróblewski.