odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Kultura i biznes zbliżają się do siebie

wnp.pl (Łukasz Rawa) - 18-05-2012
fot. Fotolia
Dwa światy, kultury i biznesu, przybliżają się do siebie. Co to oznacza dla artystów, a co dla przedsiębiorców? Jaka jest kondycja rynku sztuki? Czy biznesmeni chcą angażować się w przedsięwzięcia kulturalne? – to główne pytania, na które starali się odpowiedzieć uczestnicy sesji „Kultura i biznes” podczas IV Europejskiego Forum Gospodarczego.
Kazimierz Kutz, były senator RP podkreślił, że jest ogromne zapotrzebowanie na biznesmenów, którzy są jednocześnie ludźmi kultury. Zwrócił uwagę, że mogą oni nie tylko kolekcjonować działa sztuki, ale także sponsorować artystów. Jednak zdaniem Kutza w tej chwili gospodarka i kultura to ciągle dwa równoległe światy. - Współpraca jest dopiero w zalążku. Niemniej widać, że powoli się rozwija. Co ważne, że w sensie prawnym Polska jest już do tego przygotowana – od dwóch lat funkcjonują przepisy umożliwiające pogłębienie tej relacji. To dobrze, ponieważ sztuka nie ma obecnie szans na wystarczające finansowanie z pieniędzy Państwa – ocenił panelista.



Z tą opinią nie zgodził się Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego Opery Narodowej, oraz Minister Kultury w latach 2002-2005. - Warto przypomnieć, że żyjemy w cywilizacji europejskiej. W kulturze krajów naszego kontynentu od wieków monarcha, a później państwo reprezentowane przez rządy i samorządy są podstawowymi dobrodziejami kultury. Często słyszę pytanie - czy bez finansowania ze strony sektora prywatnego kultura mogłaby istnieć? Otóż tak, mogłaby. Tylko, że byłaby to sytuacja nieco gorsza niż obecna, w sensie wartości nadzwyczajnych, czyli takich, których nie robi się z pieniędzy budżetowych – powiedział Dąbrowski. Przyznał, że niektóre inicjatywy są możliwe jedynie wtedy, kiedy świadomie podejmuje się ryzyko z partnerem prywatnym



Dodał również, że wydaje się, iż ze sfery prywatnej płynie dziś mniej pieniądza do sfery kultury niż 10 lat temu. – Wynika to między innymi z tego, że nie są zdefiniowane instrumenty angażowania się spółek z udziałem skarbu państwa w sferę kultury. Jest tylko moralny rodzaj zobowiązania, wynikający z coraz bardziej zakorzeniającej się w polskiej rzeczywistości społecznej odpowiedzialności biznesu – zauważył Dąbrowski. Zaakcentował, że jedni to rozumieją, drudzy zaś nie.



W ocenie Kazimierza Kutza wraz z transformacją ustrojową nastąpił w Polsce upadek jakości kultury wysokiej – „została ona zostawiona na uboczu, obok głównych priorytetów państwa, które przestało być mecenasem”. - Zestawiając powstające obecnie sztuki teatralne, filmy czy książki z rozkwitem sztuki w okresie socjalizmu, wyraźnie widać zapaść polskiej kultury. Oczywiście nie namawiam do powrotu do ustroju socjalistycznego, chcę jedynie zwrócić uwagę, że ludzie bogaci powinni przyjąć rolę mecenatu kultury narodowej. W tej chwili, jeśli chodzi o szacunek do wartości wyższych, nie jest z nim najlepiej – wskazał Kutz.



Zaapelował do świata biznesu, aby jego stosunki ze środowiskami kulturalnymi unormowały się, oraz żeby wzrosła ich intensywność. - To jedyna szansa na prawdziwy rozwój polskiej kultury, na miarę potencjału twórczego, jaki drzemie w naszych artystach. Rozwój kultury w oparciu o mecenat państwa w jakiejś mierze się skończył – podkreślił.



O swoich doświadczeniach współpracy z inwestorem prywatnym mówił Artur Rojek, dyrektor OFF Festival, Muzyk, Kompozytor i Autor Tekstów. - Partnerów z sektora biznesowego staram się zarazić moją pasją do kultury. Obecnie nie można już oprzeć organizacji dużego wydarzenia artystycznego wyłącznie o współpracę z sektorem publicznym. W oparciu o moje doświadczenia z organizacji OFF Festival mogę stwierdzić, że nie zdołałbym stworzyć go we właściwej formie bez wsparcia ze strony sfery niepublicznej. Aczkolwiek pomoc państwa, bądź ministerstwa kultury również są czymś niezwykle ważnym, ponieważ impreza, taka jak OFF Festival składa się z wielu elementów – powiedział Rojek.



I dodał: - Spotykam coraz więcej osób majętnych, które mają dobry gust, doceniają wyrafinowaną estetykę i chcą wspierać przedsięwzięcia kulturalne, nie zaś je zawłaszczać. Sztuka, którą chcą wspomagać nie staje się kolejnym punktem promocji ich brandu, lecz stanowi element poprzez który ich firma może wspierać pewną wartość dodaną. To może zaprocentować w przyszłości.



Rojek wyraził też nadzieję, że OFF Festival nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. - Nasza współpraca z biznesem odbywa się na partnerskich relacjach. MBank, który jest głównym sponsorem festiwalu, nie zawłaszcza tego wydarzenia, gdyż zdaje sobie sprawę, że takie podejście działało by źle zarówno dla niego, jak i dla mnie. W mojej ocenie, relacje między kulturą i biznesem idą w dobrym kierunku – ocenił.



Zaznaczył jednak, że promocja niszy artystycznej wymaga czasem od organizatora walki o to, aby nie był traktowany standardowo przez partnerów z sektora biznesowego. - Wśród wielu sponsorów kultury utarły się pewne zwyczaje. Jeśli dana firma zakłada, że w tym roku „wchodzi w muzykę”, to każde przedsięwzięcie tworzone przy jej współudziale ma wyglądać pod pewnymi względami tak samo. Dla niektórych projektów takie podejście jest niekorzystne, podczas gdy dla innych stanowi zaledwie wartość drugorzędną. Przy projekcie, jakim jest OFF Festival ważny jest dla mnie każdy element. Dlatego wraz z moimi współpracownikami stworzyliśmy kodeks, który reguluje współpracę pomiędzy nami a sektorem prywatnym. W ten sposób uzmysłowiliśmy partnerom biznesowym, że współpraca z tego typu festiwalem nie może podlegać sztywnym standardom – powiedział Artur Rojek.



Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego zauważył, że kryzys finansowy oznacza dla państwowych instytucji kultury pewne dylematy. - Trzeba zdecydować, co gromadzić a z czego zrezygnować. Z drugiej jednak strony, spowolnienie gospodarki jest dla muzeów dobrym okresem, ponieważ na rynku pojawiają się ciekawe okazje do zakupów. W zeszłym roku Muzeum Śląskie wydało na zakupy prawie milion zł – powiedział.



Również Jakub Kokoszka, prezes Domu Aukcyjnego Abbey House stwierdził, że rynek sztuki, podobnie jak cały sektor inwestycji alternatywnych, w czasie kryzysu rośnie. - Zeszły rok dla rynku aukcji młotkowych rekordowy. Przekroczono „magiczną” liczbę stu aukcji. Wszystkie domy aukcyjne w Polsce przeprowadziły łącznie 125 aukcji, wobec 99 w 2010 r. Obrót wypracowany na tych aukcjach osiągnął 46 mln zł, co oznacza, że rynek urósł prawie o 25 proc. rdr. Tak dobrze jeszcze w domach aukcyjnych nie było. Tymczasem I kw. 2012 r. obrót wyniósł 15,7 mln zł, co stanowi ponad 80 proc. wzrost względem analogicznego okresu w ubiegły roku – wyliczył Kokoszka. Jednocześnie zwrócił uwagę, że inwestycje w sztukę mogą być dobrym sposobem na zdywersyfikowanie portfela inwestycyjnego w czasie kryzysu.



Zdaniem Leszka Jodlińskiego obecnie znajdujemy się w „permanentnym kryzysie kultury, nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie”. - Wszyscy mają problem z ilością dostępnych środków finansowych. Trzeba przy tym pamiętać, że inwestycje instytucji kulturalnych funkcjonują na innej zasadzie niż inwestycje biznesowe. Nie zachodzi w nich prosta zależność – inwestycja i jej zwrot. Realizujemy pewną misję. Przekłada się ona na racjonalne zachowania rynkowe prowadzące do dopełnienia i poszerzenia zbioru danej jednostki, w zależności od jej profilu. Dlatego muzeum nie zawsze wybierze na aukcji największą okazję inwestycyjną. W interesie instytucji publicznych leży to, aby przy rozsądnej proporcji zakupów, zbiory muzeów się poszerzały, tworząc określony obraz spójności kolekcjonowania danej kategorii przedmiotów – tłumaczył Jodliński.



W jego opinii oddziaływanie biznesu na twórczość kulturalną jest bardzo korzystne. - Istnieje konieczność odnajdywania punktów stycznych. Współpracujemy z biznesem, aby sztukę uprzemysłowić, zmienić ją w produkt, chociażby edukacyjny. Inną zaletą współpracy między instytucjami kultury a firmami prywatnymi jest dyscyplinowanie polityki kosztowej – powiedział dyrektor Muzeum Śląskiego.



- Udział sektora prywatnego w finansowaniu sektora kulturalnego we wszystkich krajach europejskich jest niczym innym, jak miarą dojrzałości demokracji w poszczególnych państwach. Nasza demokracja wciąż jest młoda – zaznaczył Waldemar Dąbrowski. Dodał również, że dwa światy, kultury i biznesu, przybliżają się do siebie. - Można powiedzieć, że osiągnęły stan równowagi. Teraz zacieśnianie tych relacji na wszelkich możliwych poziomach ma kolosalne znaczenie. Przed nami jest jeszcze pewna droga do pokonania. Nie chodzi tylko o środki finansowe, ale o pobudzanie postaw obywatelskich. Czasami tysiąc złotych 312 km od Warszawy jest istotniejsze niż milion złotych w jej centrum – podsumował.