odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Jak uratować Europę przed kryzysem liberalizmu?

wnp.pl (Katarzyna Walterska) - 22-05-2012
Kto powinien brać odpowiedzialność za człowieka, za państwo, za kryzys? A może każdy powinienem być odpowiedzialny tylko za siebie? Te pytania zdominowały dyskusję podczas panelu „Witajcie w innym świecie. Kryzys liberalizmu, kryzys przywództwa” w ramach IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Uczestnicy uznali, że tylko dalsza pogłębiona integracja europejska może być jedną z recept na wyjście z kryzysu. Na pytanie, czy państwo socjalne jest w stanie przetrwać Frédéric Vallier, sekretarz generalny, Rady Gmin i Regionów Europy (CEMR) podkreśl, że sytuacja nie jest, tak łatwa do przewidzenia, jak mogłoby się wydawać. Do tej pory żyliśmy w różnych modelach i tak naprawdę żaden nie jest idealny. One nie rozwiązują problemów dobrobytu oraz kwestii podziału dóbr.
- Ludziom trudno jest zrozumieć kto jest za co odpowiedzialny w Europie. W Radzie Gmin i Regionów Europy rozmawiamy o tym, że powinniśmy zaangażować społeczeństwo, instytucje europejskie i władze regionalne i zastanowić się co możemy zrobić, jak wykreować Europę - podkreślił.

W Holandii za najbogatszych uważa się 1 proc. Holendrów, którzy zarabiają powyżej 150 tys. euro rocznie. Z kolei najbogatszych Francuzów jest aż 3 proc., jednak ta grupa zarabia powyżej 250 tys. euro rocznie. Wielkie różnice, a przecież Holandia uchodzi za jeden z bogatszych krajów UE. W Europie mieliśmy długi okres dobrobytu i bogacenia się a teraz należy podzielić się tym wszystkim z innymi i to jest właśnie cel globalizacji. Jeśli tym się nie zajmiemy to nagle okaże się, że wszyscy na tym tracimy - mówił. Ale można też inaczej np. budować wzrost który będzie przynosił korzyści wszystkim i Europa może zaproponować światu. Jeśli nie ma ostatecznego modelu liberalizmu, to być może powinniśmy inaczej poprowadzić sprawy światowe. I tutaj jego zdaniem chodzi o sprawy zarządzania i partnerstwa.



Zdaniem Valliera receptą na rozwiązanie problemów będzie postawienie na stymulowanie wzrostu gospodarczego w skali lokalnej i małych społecznościach. - Z naszych doświadczeń wynika, że przynosi to lepsze efekty niż ogólnonarodowe reformy - dodał.



Poseł Janusz Palikot odpowiedzialnością za kryzys obarczył rynek finansowy. Podobnie jak w latach 20-tych i 30-tych XX wieku znów doprowadziły do rośnięcia bańki spekulacyjnej, która wybuchła z całą siłą. - Żeby wyjść z kryzysu potrzeba nam fali uprzemysłowienia i to nie jest żaden socjalizm. W Polsce musimy podjąć działania na kierowane na tworzenia miejsc pracy. Rynki finansowe są one całkowicie bezkarne, a wywołane przez nie kłopoty zostały przerzucone na obywateli. Całkowity liberalizm na rynkach finansowych musi się skończyć, konieczne są regulacje - powiedział Palikot.



Jego zdaniem wszystkie problemy zostały przesunięte na obywateli a banki kosztem jakości naszego życia musieliśmy dofinansować. Tak było w USA i w Europie na szczęście nie w Polsce.



Dlatego - jak podkreślił Palikot - Komisja Nadzoru Finansowego powinna być w Polsce instytucją nadzoru publicznego a więc nie finansowaną ze składek bankowych, tak jak obecnie. Powinna być instytucją do nakładania kar i zabraniania sprzedawania niektórych instrumentów finansowych. Najgłośniej mówiło się o kredytach we frankach szwajcarskich.



- W Polsce byliśmy bardzo blisko podobnego kryzysu na rynku nieruchomości jak w USA i Irlandii. Chodzi o kredyty we frankach i problemy, w jakie wpadło wiele osób po perturbacjach na rynku. Jeśli banki sprzedają kredyty we frankach jako najtańszą ofertę na rynku, to po prostu oszukują i muszą ponosić odpowiedzialność za gwałtowne wahnięcia kursów walut - mówił Palikot.



- W krajach skandynawskich, gdzie jest silna klasa średnia, kryzys nie był tak mocny jak w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie duże rozbieżności w poziomie życia są problemem. Nie wspominając już o tym, że nierówności wiążą się z większą przestępczością, patologiami społecznymi, niechcianymi ciążami wśród nastolatków - dodał.



Czy politycy mają receptę a może należy ograniczyć po doświadczeniach poprzedniego kryzysu ich wpływ na gospodarkę?



Tomas Sedlacek, dyrektor strategii makroekonomicznych, CSOB Banking Group, członek Narodowej Rady Ekonomicznej Czech sądzi, że jedyną szansą dla nas wszystkich jest integracja a proces globalizacji powoli się wyczerpuje. Podkreślił, że rządowe regulacje są jedyną deską ratunku w czasie kryzysu.



Jako przykład podał bankructwo państwa socjalnego czyli Grecji. - Natomiast inne państwa jak Wielka Brytania, Irlandia, USA miały problemy nie w związku z państwem socjalnym ale ponieważ miały przeciwny problem. Grecja jest nieciekawym przykładem z punktu widzenia kryzysu. Powiedziałbym nawet że Grecja nas wyprzedza, ona zbankrutowała 10 lat -20 lat wcześniej niż inni, nawet Niemcy jeśli będą szli tym samym tropem co przez ostatnie lata. Jeśli tak dalej będzie to jest bardzo prawdopodobne, że skończą tak jak Grecja - mówił.



Możemy zadać sobie pytanie kogo możemy obarczyć odpowiedzialnością za taka sytuację. To jest trudne pytanie. Wina się nie dzieli, wina się mnoży - dodał Tomas Sedlacek.



Jako główny problem podał zbyt tanie pieniądze, napędzanie ekonomii deficytami budżetowymi oraz ekspansją monetarną czyli niskimi stopami procentowymi. Poza tym przypomniał jaka rolę odegrały agencie ratingowe. - Problem polega na tym że rządy tam gdzie gospodarka jest słaba i konsumpcja nie jest na wystarczającym poziomie, robią pewne rzeczy zamiast konkretnych rozwiązań - mówił.



A może politycy przedłużają kryzys miotając się pomiędzy jedną a drugą regulacją nie tworząc nic konkretnego?



- Odpowiedź jest skomplikowana, dlatego że w niektórych obszarach na pewno powinno być mniej regulacji a w niektórych powinno być więcej. Nie zgodzę się z tezą, że tam gdzie było wyraźnie widać potrzebę interwencji państwa, nie staraliśmy się jej podejmować - mówił były minister sprawiedliwości poseł Krzysztof Kwiatkowski (PO).



Odwołał się do sprawy, którą zajmował się jako minister sprawiedliwości. - Kiedy przyszedłem do rządu i analizowałem co z punktu widzenia przedsiębiorców jest największą bolączką wymiaru sprawiedliwości były to zatory płatnicze i odzyskiwanie należności. Gdy zastanawialiśmy się co z tym zrobić pojawiło się coś takiego jak sądy, które w trybie elektronicznym wystawiają nakazy płatnicze. W ciągu roku funkcjonowania tego systemu do sądu wpłynęło 1 mln 800 tys., spraw. I mogę nawet powiedzieć, że wymiar sprawiedliwości jest ofiarą własnego sukcesu, bo jak na początku to bardzo przyspieszyło procedurę, a przy takim sukcesie trzeba ten system rozbudować - mówił.



Krzysztof Kwiatkowski zwrócił uwagę na deficyt odwagi u klasy politycznej nie tylko w Polsce ale i w całej Europie. - Politycy obawiają się kontrowersyjnych, choć potrzebnych decyzji, odwlekając je w czasie. Dziś nie ma już krajów, na które kryzys nie ma wpływu. Konieczna jest dalsza pogłębiona integracja europejska, wspólna diagnoza i wspólne działania - mówił.



Georg Milbradt, premier Saksonii w latach 2002-2008 zgodził się z opinią, że wielu polityków na szczeblu europejskim tchórzy, ponieważ nie odważą się stanąć twarzą w twarz z prawdziwymi problemami. - Nie można przedłużać istnienia obecnego państwa opiekuńczego poprzez pożyczki. Taki model dla Europy po prostu się skończył. Jedyną szansą jest konkurencyjność. Musimy konkurować z innymi krajami na świecie - mówił.



- A jak to zrobić? Edukacja, cięcie płac, dewaluacja waluty, to trzy możliwości jakie mamy. Musimy zastanowić się czy chcemy mieć w Europie muzeum, takie któremu przygląda się cały świat. Banki pożyczały krajom pieniądze i to nie jest ich wina bo to politycy chcieli mieć tanie pieniądze. Dlatego wina leży za równo po stronie banków jak i rządów. Obie strony są odpowiedzialne. Musimy zmienić zarówno system bankowy jak i system polityczny. W polityce trzeba więcej odpowiedzialności. To jest moim zdaniem rozwiązanie obecnego kryzysu w Europie, ale i na skalę globalną - mówił Georg Milbrandt.



Z potrzebą integracji europejskiej zgodził się też eurodeputowany Michał Kamiński. - Dziś w Parlamencie Europejskim mówi się, jak ważne jest zwiększanie konkurencyjności, a po chwili przegłosowuje dyrektywy, które ją radykalnie ograniczają. Ale tak naprawdę nie wiadomo o co dzisiaj walczy Unia Europejska, bo w dalszym ciągu nie ma jednej polityki. Moment kontroli obywatela odbywa się na poziomie narodowym. Wybory do PE odbywają się na poziomie partii narodowych. Bardzo często moja frakcja konserwatywna głosuje inaczej niż konserwatyści brytyjscy. To pokazuje, że nie ma czegoś takie jak demos europejski - zauważył.



- Wyczerpały się pewne kanony naszego myślenia. Jednym z nich było przekonanie, że po drugiej wojnie światowej każda kolejna generacja będzie żyła lepiej niż poprzednia - powiedział Kamiński. Dodał, że dziś politycy, zamiast zaspokajać rosnące aspiracje obywateli, coraz bardziej muszą bronić tego, co ich wyborcy już mają. Dlatego jak ocenił Kamiński będzie trudno o ścisłą integrację europejską.



- Widzę to na posiedzeniach Parlamentu Europejskiego, gdzie koalicje w ramach frakcji politycznej pękają bardzo szybko, gdy tylko w grę wchodzą interesy narodowe - mówił Michał Kamiński. - Najbardziej obrazowym przykładem jest wojna w Iraku. Nie było możliwe prowadzenie jakichkolwiek wspólnych działań, bo między stanowiskiem większości krajów: To nie jest nasza wojna, a chociażby Polską, która wysłała tam swoje wojska, była przepaść nie do przeskoczenia - dodał.



Były premier Józef Oleksy zwrócił uwagę na to, że mamy obecnie zamieszanie ideowe. - Nie ma odwrotu od funkcji społecznych gospodarki i państwa. Dysproporcje rozwoje na świecie pogłębiają się i na to wcześniej czy później ludzkość będzie musiała znaleźć odpowiedź. Nastąpiło coś więcej niż tylko rozchwianie regulacji. Załamało się zaufanie do pieniądza Sprawcą jest neoliberalny kapitalizm. Przyczyną kryzysu była chciwość - powiedział premier Oleksy. Podkreślił, że trzeba na nowo określić reguły współżycia w zglobalizowanym, konkurencyjnym świecie. - Trzeba ich poszukiwać w kierunku etyki globalnej odpowiedzialności za człowieka - stwierdził.



Jego zdaniem współczesny kapitalizm zaczyna żyć na koszt przyszłości i nie ma innej drogi jak przerzucanie kosztów na następne pokolenia.

Ale powstaje pytanie czy w politykach, rządach, państwach są takie pokłady mądrości, które mogą pozwolić tak uregulować aby w tych trudnych kryzysowych czasach naprawić rynek i upewnić się że nie będzie dochodziło do przykładów jak mówił premier Oleksy czyli do nadmiernej chciwości, czy jak mówił poseł Palikot winy rynków finansowych. A jeśli nie to, to co może zastąpić państwo?



Jan Filip Staniłko, członek zarządu Instytutu Sobieskiego stwierdził, że premier Oleksy cofnął się do XVIII wieku z koncepcja ludzkości. - To pobrzmiewa jak głos XIX wiecznych wizjonerów pokoju. Od idei proletariatu do idei globalnej sprawiedliwości. Ja nie mam takich recept. Każdy musi dbać o samego siebie. To jest jedyna mądrość z tak postawionego pytania może płynąć - powiedział Staniłko.



- Wzrost to nie jest rozwój, rozwój to nie jest postąp a postęp to idea filozoficzna, która ustawia społeczeństwo, tak że ono będzie realizowało swój idealny model. Zazwyczaj to jest nieosiągalne. Rozwój jest czymś dużo bardziej konkretnym ale mniej wymiernym ekonomicznie. Rozwój sprawia, że społeczeństwo jest na przykład bardziej spójne lub bardziej równe w sensie szans poszczególnych ludzi - dodał.



Jego zdaniem w Europie nie ma rozwoju. Rozwój jest w Azji, a polega na zwiększaniu szans życiowych ludzi bez pozbawiania ich odpowiedzialności za samego siebie. Państwo, które bierze odpowiedzialność za człowieka to państwo niemoralne. - A na czym polega odpowiedzialność człowieka? Na tym, że pracuje - powiedział.



- Jeśli mówimy o nowym świecie to jest to koniec państwa, które zdejmuje z ludzi ryzyko. To co państw może zrobić to pomóc ludziom być produktywnymi. Takim przykładem są państwa skandynawskie. Ale model skandynawski jest możliwy tylko wtedy gdy społeczeństwo ma sprawne instytucje oparte na bardzo wysokim kapitale społecznym a tego nie ma w zasadzie żaden kraj - podsumował Jan Filip Staniłko.