odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Internet przejmie rolę prasy?

wnp.pl (Paulina Mroziak) - 17-05-2012
fot. PTWP
Brak kontroli treści, niski poziom dyskusji na forach internetowych, przestarzałe regulacje - to problemy nowych mediów. Internet jest jednak coraz większym wyzwaniem dla mediów tradycyjnych. - Czy prasa przestanie szeleścić? – zastanawiali się uczestnicy panelu dyskusyjnego poświęconego nowym mediom, zorganizowanego w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Dyskusję o nowych mediach rozpoczął Adam Pieczyński, redaktor naczelny TVN24, który zwrócił uwagę na szybki obieg informacji w Internecie – zarówno tych doniosłych i ważnych dla świata, jak i rozrywkowych. - W ciągu minuty na Youtubie pojawia się ok. 60 godz. nowych nagrań. To wszystko pokazuje siłę nowych mediów – mówił. Jego zdaniem rozwój Internetu można porównać do sektora energii nuklearnej, ponieważ może być on wykorzystywany w słusznej sprawie i dawać szanse rozwoju, ale też wiąże się z nim wiele zagrożeń. – Szansą jest nie tylko łatwy dostęp do informacji, ale także rosnąca liczba projektów internetowych. Już nie trzeba posiadać dużego kapitału, aby wystartować z działalnością w Internecie. Jednocześnie w Internecie można znaleźć sporo nienawiści, teorii spiskowych czy po prostu nieprawdy. Może się on stać niebezpiecznym narzędziem manipulacji – komentował Adam Pieczyński.



Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej", Tomasz Wróblewski, zaznaczył, że w kwestii nowych mediów w tyle pozostają regulacje prawne w Polsce. Odniósł się tu do ostatnich prac Senatu związanych z prawem prasowym (dotyczy obowiązku publikacji odpowiedzi), które zostały oprotestowane przez szefów redakcji dzienników i tygodników. Jego zdaniem ilość treści dobrych i złych w Internecie jest proporcjonalna do innych mediów. - Samo w sobie nie jest to zagrożeniem ani społecznym, ani dla dziennikarstwa. I z czasem wiarygodność treści w Internecie będzie coraz większa, bo prawo nie jest w stanie regulować, co jest dobre, a co złe. To może odbiorca, czytelnik. W Internecie już widać konkurencję marek, które coraz bardziej muszą selekcjonować i profilować informacje dla odpowiednich odbiorców. Większym zagrożeniem jest próba regulacji odgórnie tego, co jest dobrą, a co złą treścią. Bo wtedy mogą uciec informacje ważne – powiedział Tomasz Wróblewski.



Jednak paneliści zastanawiali się nad poziomem forów internetowych i kontrolą przebiegu informacji na tych platformach. - Na Internet często „machamy ręką" – tak, to jest wulgarne, nieodpowiednie, ale to specyfika Internetu – rozpoczął wątek moderator sesji - Kamil Durczok, redaktor naczelny „Faktów" TVN.



Tomasz Jażdżyński, prezes GG Network, zaznaczył, że organy ścigania przestępczości i sądowe muszą czynnie włączyć się w kontrolę przepływu treści w Internecie. - Firmę, która prowadzi np. sieć społecznościową można porównać do restauracji. Tam, jak ktoś przyjdzie i wykrzyczy antysemickie hasła, to przyjeżdża policja, a nie karze go właściciel restauracji – tłumaczył.



Jowita Michalska, Dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej w Polkomtelu, zaznaczyła, że treści w Internecie są zazwyczaj kreowane przez samych internautów. Jej zdaniem nie można ich wypowiedzi nadto moderować – czasem warto zestawić negatywną opinię z przychylną. - Dlatego o odgórne regulacje będzie tu bardzo trudno – oceniła.



Adam Pieczyński dodał, że media coraz częściej same biorą w swoje ręce ową regulację, tworząc tzw. fora moderowane. Jednak – jego zdaniem – nie da się okiełznać Facebooka.



- Przy przygotowaniu reguł ogólnych mogłaby być zbyt wielka pokusa do ustalenia co jest dobre, a co złe – włączył się Artur Potocki, prezes Interia.pl.



Przed regulowaniem przepływu treści w internecie przestrzegał także Tomasz Jażdżyński. – Żeby mieć rentowne medium w internecie trzeba prowadzić fora. 70-80 proc. dochodów z reklam pochodzi właśnie z tych umieszczanych na odsłonach komentarzy, ponieważ sam artykuł generuje tak naprawdę tylko jedną odsłonę, a gdy towarzyszą mu komentarze – ta liczba się mnoży. Moderacja może doprowadzić do tego, że portal – mimo iż wyprodukował „dobrą” informację, to zarobi na niej inna strona, na której będzie się toczyć dyskusja o niej. Jest to zwykła brutalna ekonomia – ostrzegał. Jak dodał, wbrew pozorom, w Internecie nie ma żadnej anonimowości i w prosty sposób można odnaleźć użytkownika, który dokonał wpisu niosącego znamiona przestępstwa.



Zaproszeni goście zwrócili jednak uwagę, że administratorzy forów za długo zwlekają z zawiadamianiem policji o tego typu zdarzeniach, a ona sama niechętnie zajmuje się takimi sprawami.



Podczas panelu dyskutowano także o przyszłości, jaką Internet wyznacza mediom tradycyjnym. Tomasz Wróblewski zaznaczył, że dramatem mediów jest brak specjalizacji. Jego zdaniem zyski przynoszą wyspecjalizowane treści – nie ważne na jakim nośniku. – Prawdą jest, że portale plotkarskie będą mieć większy ruch w sieci, ale to nie jest tożsame z większymi wpływami z reklam, bo te są dedykowane – powiedział.

Kamil Durczok zastanawiał się czy prasa przestanie szeleścić i zastąpią ją smart fony czy tablety. - Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy my jesteśmy od produkcji papieru, czy od produkcji informacji? Może to jest drugorzędne, na jakich nośnikach przekazujemy informacje, tylko jaką informację – mówił Tomasz Wróblewski.



Grzegorz Haftarczyk, wiceprezes Polskapresse, przyznał, że jego firma jeszcze długo będzie wydawać gazety - zwłaszcza specjalistyczne i regionalne, bo te obszary trzymają się najlepiej. Jednocześnie ocenił, że można rozwijać działalność w Internecie, ale taką polegającą na płaceniu za treści, choć według innych uczestników debaty trudno przyzwyczaić ludzi, aby płacili za to, co do tej pory jest darmowe. - Jeżeli jesteśmy w stanie opracować unikalny kontent i przygotować przyjazny dla czytelnika system płatności, to ma to rację bytu – ocenił Haftarczyk. Przypomniał, że wydawcy prasy szukają różnych źródeł przychodów w Internecie uruchamiając np. portale ogłoszeniowe czy zakupów grupowych.



Adam Potocki ostrzegł jednak, że obecna sytuacja gospodarcza nie sprzyja mediom drukowanym. - Wydatki reklamowe w dziennikach spadły w I kw. o 15 proc. , w magazyny - o 8 proc. a w Internecie - wzrosły o 7 proc. Nie da się zaklinać rzeczywistości, bo chyba tu kierunek jest jednoznaczny. Według mnie pytanie nie czy, ale kiedy gazety przestaną istnieć – powiedział.



Tomasz Jażdżyński ostrzegł o tym, że razem z końcem mediów drukowanych widzi koniec rzetelności dziennikarskiej i pisania o rzeczach ważnych. – Pisanie o rzeczach ważnych nigdy się nie opłacało, ponieważ reklamy sprzedawano głównie w rubrykach rozrywkowych. Jednak szef redakcji starał się zawsze trzymać poziom merytoryczny, jak i również poziom sprzedaży - mówił.



Adam Pieczyński także zastanawiał się nad tym czy walczyć tylko o oglądalność czy także o poziom mediów. Wątpliwości te rozwiała Jowita Michalska, przedstawicielka reklamodawców. – Nie chcemy prezentować swoich cennych marek obok treści niewiarygodnych, nie trzymających określonego poziomu, nieprestiżowych – podsumowała.