odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Czy Europa nie jest za bardzo socjalna?

wnp.pl (Katarzyna Walterska) - 22-05-2012
Fot. Fotolia
Państwa europejskie, które borykają się z nadmiernym zadłużeniem finansów publicznych, powinny pamiętać, że dla wzrostu gospodarczego potrzebna jest stabilna sytuacja na rynku pracy. W polityce społecznej, tak jak w każdej dziedzinie usług publicznych potrzebna jest stabilność. Bez niej trudno zachęcić biznes i osoby prywatne do większego zaangażowania.
Takie wnioski płyną z debaty polityków i ekonomistów "Europa socjalna" zorganizowanej podczas IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego.



- Kryzys gospodarczy nie wyniknął z tego, że Europa jest za bardzo socjalna. To jest kryzys finansów i polityki. Zmarnowaliśmy równowagę finansową, a teraz wiele krajów stara się naruszyć stabilność monetarną - mówił Tomas Sedlacek, członek Narodowej Rady Ekonomicznej Czech, dyrektor strategii makroekonomicznych CSOB Banking Group.



Podał przykład Grecji i Irlandii. Jeden z krajów jest nadmiernie socjalny, a drugi był jednym z najbardziej konkurencyjnych w Europie. Państwa muszą zdecydować jak duży ma być poziom usług publicznych. Wzrost gospodarczy jest ważny, ale nie można go budować zaprzepaszczając równowagę finansową i monetarną, co próbuje robić obecnie wiele krajów - powiedział.



- To, co robiliśmy w ostatnich latach, a przynajmniej to, co wydawało nam się, że robimy, to było sprzedawanie stabilności żeby kupić wzrost. Sprzedaliśmy już stabilność fiskalną, a teraz zastanawiamy się czy nie sprzedać monetarnej przez programy w rodzaju quantitative easing. Powinniśmy robić coś odwrotnego, sprzedawać wzrost, żeby kupić stabilność. Gdyby Francja miała zero długu Moody’s Fitch i inni mogliby pisać o niej wszystko, co chcą i dać jej nawet rating F-, bo nie miałoby to żadnego znaczenia - mówił.



Jego zdaniem narody muszą demokratycznie decydować czy chcą żyć w kraju niskich podatków i niskich wydatków publicznych, czy wysokich wydatków publicznych, ale i wysokich podatków. - Obie drogi są dobre, ale na pewno nie można mieć niskich podatków i wysokich wydatków. Tak się działo, bo politycy drukowali dług - dodał.



Jacek Męcina, wiceminister pracy zwrócił uwagę, że "projekt Europa” zawsze miał charakter socjalny ale zawsze były dwie wartości z jednej strony gospodarka a z drugiej polityka społeczna. - Oczywiście początek integracji był związany z budową wspólnego rynku ale bardzo szybko powstała agenda społeczna. We wszystkich krajach Europy głównym zadaniem polityki społecznej jest podniesienie współczynnika zatrudnienia. Rynek pracy i zabezpieczenia społecznego nie poddają się integracji, ale są moderowane w Europie poprzez różne systemy koordynacji - dodał.



- Ten kryzys finansowy, który przeżywamy od kilku lat spowodował, że i cała Unia i jej poszczególne kraje muszą baczniej patrzeć na te systemy. Bo okazuje się, że mamy wzrost bezrobocia a to oznacza większą presję na wydatki socjalne, a z drugiej strony kondycja zabezpieczenia społecznego na które nakłada się proces starzenia powodują swoje niekorzystne konsekwencje w finansach publicznych - powiedział.



Jeśli poszukujemy pewnej wspólnoty dla celów gospodarczych i społecznych czyli akceptując socjalny charakter Europy jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że aby skutecznie funkcjonowały te systemu musi być zdrowa gospodarka to chyba wszędzie w Europie zgadzamy się że kluczem są wysokie wskaźniki zatrudnienia – podsumował wiceminister.



Powstaje pytanie czy pomiędzy społeczny i socjalny powinniśmy postawić znak równości?



Zdaniem prof. Jerzego Osiatyńskiego, doradcy prezydenta RP to nie są obszary, które na siebie nachodzą. Podkreślił, że mówiąc o rynkach finansowych mówimy o swoich własnych oszczędnościach. Stwierdził, że zrobiliśmy pewien błąd, ponieważ budowaliśmy system emerytalny w oparciu o rachunki demograficzne, które wskazywały, że stopa zastąpienia między ostatnią pensją, a pierwszą emeryturą to 60 proc. Dla kobiet, bez przedłużenia wieku emerytalnego, byłaby ona jednak na poziomie 20-25 proc. - I to jest to, cośmy przeoczyli. Rzeczywiście jest tak, że jeżeli nie chcemy otrzymywać emerytur poniżej poziomu egzystencji musimy pracować dłużej - podkreślił.



- Niewątpliwie gdybyśmy mieli w Polsce współczynniki aktywności zawodowej takie, jak dzisiaj są stosowane w Unii Europejskiej, to nie mielibyśmy problemów z deficytami Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, nie mielibyśmy problemów z deficytem budżetu państwa. Ale trzeba też pamiętać, że ten niski współczynnik aktywności zawodowej nie wziął się z nieba, czy lenistwa Polaków. Od 1989 roku wszędzie tam, gdzie były problemy z restrukturyzacją górnictwa, hutnictwa, przemysłu stoczniowego i wielu innych branż, przenosiliśmy ludzi na wcześniejsze emerytury. Jaki system ubezpieczeń społecznych może to wytrzymać? To są rachunki społeczne, które myśmy w tym miejscu lokowali - dodał.



Profesora Osiatyńskiego niepokoi nieobecność makroekonomicznych konsekwencji zawartej sugestii likwidacji "przesocjalizowania" gospodarek oraz liberalizowania rynku pracy, gdzie głównym elementem jest redukcja udziału plac. - Jeśli obniżymy świadczenia społeczne, zahamujemy realny wzrost płac, co na przykład przez wiele lat robiono w Niemczech, to zmniejszy się ogólna siła nabywcza. Nie poprawimy konkurencyjności branży czy gospodarki skupiając się tylko na ograniczaniu konsumpcji - mówił



Jego zdaniem w debatach na temat sfery publicznej często skupiamy się na poziomie mikro, domyślnie zakładając ze makro jest niczym innym jak suma mikro. W analizie makro muszę uwzględniać łączne efekty dochodowe i badać ich skutki dla dynamiki gospodarczej - tłumaczył prof. Osiatyński



Dla Macieja Bukowskiego, szefa Instytutu Badań Strukturalnych ważniejsza kwestią od "przesocjalizowania" jest skuteczność polityki publicznej. Przyznał, że w trzech najważniejszych dziedzinach: innowacyjności, regulacji oraz rynku pracy Polska ma nieefektywną politykę publiczną i należy ją zmienić. - Katalog działań co trzeba zmienić jest znany, wciąż jednak nie wiemy jak? - dodał Maciej Bukowski.



- System emerytalny służy tylko jednemu, podzieleniu wytworzonego produktu między dwie grupy: między osoby niepracujące ze względu na wiek i pobierające świadczenie zwane emeryturą, a całą resztę. O proporcjach między tymi pokoleniami decyduje demografia. Za 20-30 lat będziemy mieli bardzo liczne pokolenie emerytów i jeśli chcielibyśmy utrzymać bardzo wysoką stopę zastąpienia 50-60 proc. przy niskim wieku emerytalnym i niekorzystnej demografii trzeba by podwoić podatki, czyli pracującym zabrać dwa razy więcej. Ja nie wiem czy to jest dobry kontrakt międzypokoleniowy. Mówienie o reformie emerytalnej, to jest po prostu zajmowanie się nieistotnymi szczegółami, kiedy tak naprawdę tylko demografia decyduje o tym, jak wysoką emeryturę można dostać w danym wieku - mówił szef Instytutu Badań Strukturalnych.



Adam Szejnfeld, poseł na Sejm RP, wiceminister gospodarki w latach 2007-2009, zwrócił uwagę na fakt, że jednak światem rządzą politycy, którzy muszą znajdować najlepsze i możliwe do przeprowadzenia rozwiązania. – Dzisiaj nie ma państwa na świecie, które jest tylko socjalne. To co stoi przed Europa to nie odpowiedź na pytanie jaka ona ma być, tylko co ma zrobić żeby być Europą konkurencyjną. Gdybym spojrzał na to przez pryzmat przedsiębiorstwa to widać wyraźnie, że przedsiębiorstwo niekonkurencyjne na rynku nie może swoim pracownikom tworzyć dobrych warunków pracy. Czy niekonkurencyjne przedsiębiorstwo może płacić wysokie wynagrodzenia? Czy oprócz obowiązkowych składek będzie w stanie dodawać za pracę dodatkowe świadczenia np. prywatne ubezpieczenie zdrowotne? Oczywiście, że nie. Jeśli podmiot nie będzie konkurencyjny na rynku nie będzie socjalny ale już nie będzie też liberalny. Po prostu będzie przegrywać - mówił poseł Szejnfeld.



Zdaniem posła jeśli Europa nie będzie silna gospodarczo to ludziom w UE a także w Polsce będzie się źle żyło. - I nie będzie takiego silnego państwa, które bez względu na ocenę systemu emerytalnego będzie w stanie ludziom zabezpieczyć byt na starość - dodał.



Zbigniew Derdziuk, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych podkreślił, że tak naprawdę pomimo zmian w systemie emerytalnym ludzie w te świadczenia nie wierzą. Zastanawiają się co z tego będzie? - Będzie to co zapewni klasa polityczna. Poza tym trzeba budować w społeczeństwie większą świadomość wyborów przed którymi stoi państwo a z drugiej strony komunikaty dla obywateli muszą być stabilne. Niestety efektem tej niestabilności przekazu jest ponad 1 ml osób na emigracji - powiedział.



Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego w latach 2006-2011 zwrócił uwagę, że problematyka zadłużania przyszłych pokoleń jest związana zarówno z polityką socjalną jak i bilansem demograficznym. - Wydaje mi się, że w przypadku Polski ten drugi aspekt będzie miał największe znaczenie. Jeśli gospodarka to ludzie, to polska gospodarka będzie miała mniej korzystną strukturę i potencjał - dodał.



Jego zdaniem bez względu na to czy będziemy mieli mniej czy więcej ludzi to aktywność zawodowa nie jest związana z liczebnością. Kluza odniósł się do rządowej strategii do 2030 roku. - To nie jest strategia, to jest diagnoza. Tam jest zbiór faktów a nie ma propozycji rozwiązań. Jeśli bilans demograficzny mam być potencjałem wszystkiego to w tej strategii jest napisane, że musimy przyjąć, że tak będzie, a nie, że możemy zrobić coś - zaznaczył.



Stanisław Kluza uważa, że demografia będzie miała coraz większy wpływ na potencjał państwa do prowadzenia polityk i społecznych i socjalnych. Na przykład jeśli w gospodarce będziemy mieli więcej osób starszych to w obszarze opieki zdrowotnej będzie więcej "konsumentów tych usług”.