odwiedź i dołącz do nas

  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • YouTube

Budowlańcy: idą trudne czasy, ale nie składamy broni

wnp.pl (Tomasz Elżbieciak) - 20-05-2012
fot. PTWP
Branża budowlana ma świadomość, że zbliża się dla niej kilka chudych lat. Z drugiej strony nie brakuje jej pomysłów na to, żeby przez ten trudny okres przejść w jak najłagodniejszy sposób - wynika z dyskusji poświęconej koniunkturze w budownictwie po 2012 r., która odbyła się w ramach EEC 2012.
- Rynek budowlany w Polsce intensywnie się kurczy, bo kończą się środki z obecnej perspektywy unijnego budżetu. Do 2014 r., czyli do następnego budżetu, nowych środków nie będzie - przypomniał Paweł Antonik, prezes Strabag w Polsce.



W jego opinii, obecny potencjał wykonawczy polskiego budownictwa potrzebuje ok. 20 mld zł rocznie wydawanych na budowę infrastruktury drogowej, aby mógł być odpowiednio zagospodarowany. Tymczasem w 2013 r. te nakłady wyniosą najpewniej ok. 10 mld zł.



- Branża nie uniknie redukcji zatrudnienia. My przygotowujemy się już do zwolnienia 1,5 tys. pracowników. Trzeba też pamiętać, że na jednego zatrudnionego w firmie budowlanej przypada ok. czterech osób w branżach, które z nią kooperują. Sytuacja podwykonawców będzie się pogarszać - podkreślił Antonik.



Wskazał, że Strabag za pracą zamierza podążać głównie w kierunku wschodnim, czyli do krajów, które mają pieniądze na inwestycje dzięki wydobyciu ropy czy gazu. Dotyczy to m.in. Rosji, Kazachstanu czy Turkmenistanu.



Mniejszy potencjał wiąże się rynkami najmłodszych członków Unii Europejskiej, tzn. Rumunii i Bułgarii, które są stosunkowo niewielkie. Do tego Antonik spodziewa się tam podobnej najazdu wykonawców i wojny cenowej, jak miało to swego czasu miejsce w Polsce.



Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu-Mostostalu, zaznaczył, że wraz z dobiegającymi końca inwestycjami drogowymi zaczynają się kurczyć portfele zamówień grup budowlanych.



Z drugiej strony rosną zatory płatnicze, a coraz wyższe koszty materiałów i paliwa sprawiły, że drogowe kontrakty przynoszą straty. Prezes podkreślił, że tymczasem publiczny inwestor nie może czekać z założonymi rękami do kolejnego budżetu unijnego.



- Trzeba wykorzystać wypracowany w ostatnich latach doświadczenia i potencjał. Dlatego w przypadku inwestycji infrastrukturalnych, zwłaszcza kolejowych, zamawiający muszą wykorzystać najbliższy czas na przygotowanie projektów. Tak, aby można było jak najszybciej ruszyć z realizacją robót, gdy już pojawią się nowe pieniądze - powiedział Jaskóła.



Dodał, że aktywnie powinno także poszukiwać się innych form finansowania inwestycji infrastrukturalnych, jak chociażby wciąż rzadko spotykane partnerstwo publiczno-prywatne, które jest brane pod uwagę przy budowie brakujących fragmentów autostrad A1 i A2.



Jaskóła stwierdził, że nie martwi się o przyszłość Polimeksu, ponieważ grupa ma zdywersyfikowaną działalność budowlaną oraz produkcyjną, a także duży udział eksportu w przychodach. Polimex stawia się także w pierwszym szeregu beneficjentów rozpoczynających się inwestycji energetycznych.



- Konsorcjum z naszym udziałem zdobyło już kontrakt na nowe bloki w Elektrowni Opole. Liczymy również na wygraną w Kozienicach. Na horyzoncie znajdują się rozstrzygnięcia kolejnych wielomiliardowych przetargów, m.in. w Jaworznie, Ostrołęce i Elektrowni Północ. Tymczasem zwiększamy nasz nacisk na energetykę w grupie przechodząc ze struktury zakładowej na segmentową - powiedział Jaskóła.



Dużo uwagi partnerstwu publiczno-prywatnemu, a zwłaszcza temu, że wciąż go brak w Polsce brak na większą skalę, poświęcił Henryk Liszka, prezes Hochtief Polska.



Przytoczył przy tym statystyki, które obrazują to, jak bardzo jest nam daleko pod względem stosowania PPP w stosunku do krajów zachodniej Europy. Przykładowo w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach grubo ponad 50 proc. inwestycji sektor publiczny realizuje we współpracy z prywatnymi przedsiębiorcami. W Polsce jest to ledwo ponad 1 proc.



- Jeżeli mentalność sektora publicznego w Polsce nie ulegnie zmianie, to nie będziemy mieć większej ilości inwestycji w formule PPP. Obecnie postrzega on PPP jako, mówiąc kolokwialnie, kasę za darmo. Tymczasem między obiema stronami musi istnieć rozsądny podział ryzyk - podkreślił Liszka.



Wskazał też, że w PPP powinny być realizowane inwestycje o większej wartości - minimum 100 mln zł, gdyż tego typu projekty wiążą się z wysokimi kosztami przygotowania ofert.



Liszka, odnosząc się do obecnej koniunktury na rynku budowlanym oraz nadchodzącego spowolnienia, apelował, aby branża nie popadała w zbyt przesadny pesymizm.



- Nie wariujmy i nie rzucajmy się na wszystkie kontrakty za każdą cenę. Nie możemy zasiać za dużo pesymizmu, bo wtedy na pewno położymy się na łopatki - zaznaczył Liszka.



Wśród priorytetowych dla Hochtief Polska segmentów w najbliższych latach Liszka wskazał przede wszystkim energetykę. Dotyczy to zarówno prac związanych z budową nowych bloków energetycznych, jak i sieci przesyłowych. Spółkę interesują także spalarnie odpadów.



Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu, przypomniał, że przy kurczących się inwestycjach rządowych również coraz słabiej przedstawia się także sytuacja finansowa samorządów. Zwłaszcza, że dodatkowym problemem dla nich stają się bardziej zaostrzone wskaźniki poziomu zadłużenia.



- Na rynku brakuje prywatnych inwestorów, także tych zagranicznych. Tak naprawdę jedynym poważnym inwestorem w Polsce jest obecnie sektor publiczny, który już nie ma za wielu pieniędzy, a będzie miał ich jeszcze mniej. Państwo chcąc walczyć z dziurą budżetową będzie zmniejszało wydatki, a wiadomo, że wtedy pod nóż najpierw pójdą inwestycje - powiedział Michałowski.



- Sektor budowlany wciąż notuje wzrost, a duże firmy są rozpędzone i mają robotę. Trzeba jednak pamiętać, że rośnie tylko infrastruktura, a reszta segmentów wciąż spada. Wkrótce większość kontraktów drogowych zostanie sfinalizowana i dla branży nadejdą 2-3 trudne lata. Spodziewamy się dużej restrukturyzacji w branży; pracę może stracić 100-150 tys. osób - ocenił.



Dodał, że w przyszłości Budimex nadal chce być wśród liderów rynku drogowego w Polsce. Niemniej spółka wciąż poszukuje nowych segmentów działalności. Obecnie Budimex koncentruje się natomiast na rozwoju w sektorze kolejowym, w którym zamierza mocniej zakotwiczyć się dzięki Przedsiębiorstwu Napraw Infrastruktury, kupionemu w ubiegłym roku od PKP.



Michałowski zaznaczył, że nie obawia się o najbliższą przyszłość Budimeksu, bo na tle branży spółka prezentuje bardzo dobre wyniki, a obecnie ma do dyspozycji miliard złotych gotówki.



Andrzej Balcerek, prezes Grupy Górażdże, największego producenta cementu w Polsce, wskazał, że branża cementowa jest dobrym wskaźnikiem stanu nie tylko budownictwa, ale i całej gospodarki, gdyż nie produkuje ona na zapas. Przypomniał przy tym, jak na przestrzeni ostatnich lat rosła produkcja cementu w Polsce.



Na początku lat 90. produkowano w 10 mln ton cementu rocznie. W roku 2000 było to już 14 mln ton, a w 2011 r. osiągnięto poziom blisko 19 mln ton, co było najlepszym wynikiem od końca lat 70.



- W 2012 r. może być trudno osiągnąć tak rewelacyjny wynik. Po czterech miesiącach tego roku mamy 5-procentowy spadek. Niemniej konsumpcja cementu w Polsce wynosi obecnie ok. 500 kg na obywatela wobec średniej europejskiej na poziomie ok. 650 kg - podkreślił Balcerek.



- Wierzymy, że w długiej perspektywie produkcja cementu w Polsce będzie stabilna i osiągnie poziom 20-21 mln ton rocznie. Naszym strategicznym celem jest to, żeby co czwarta tona była produkowana przez Górażdże - zaznaczył.



Dodał przy tym, że dla branży od 2013 r. dużym obciążeniem będzie wchodzący w życie wyśrubowany - nawet, jak na wysoki poziom techniczny polskich cementowni - limit emisji CO2. Natomiast już teraz odczuwalny jest spadek marż i wzrost kosztów, głównie z powodu wyższych cen transportu oraz węgla.



Na trudniejsze czasy przygotowują się także producenci maszyn budowlanych, co potwierdził Remi le Grand, area sales manager w Hitachi Construction Machinery Europe.



- Kilka lat temu na polskim rynku budowlanym rozpoczął się niesamowity wzrost. Teraz przygotowujemy się na trudniejszy okres i odczuwamy już spowolnienie - powiedział le Grand.



- Mamy długoterminowe plany w Polsce i oczekujemy, że sytuacja poprawi się wraz z kolejnym budżetem unijnym, a jednym z nowych czynników wzrostu może być sektor kolejowy. Tymczasem będziemy uważnie przyglądać się całej Europie Środkowej i Wschodniej. Widzimy potencjał m.in. w Rumunii i Bułgarii - dodał.



Natomiast reprezentująca segment deweloperski Katarzyna Unold, green business menager w Skanska Property Poland, zaznaczyła, że na rynku nadal istnieje duży niedosyt projektów o wysokiej jakości, gdyż polskie biurowce wciąż odstają poziomem od krajów zachodniej Europy.



Z drugiej strony u klientów rośnie zainteresowanie budynkami, w których stosowane są proekologiczne i energooszczędne rozwiązania.



- Dobry produkt w dobrej lokalizacji zawsze znajdzie nabywcę. Naturalnym rynkiem jest dla nas Warszawa, a stawiamy na rozwój w miastach regionalnych, zwłaszcza w inwestycje związane centrami usług. Wierzymy, że ten rynek będzie rósł - podsumowała Unold.